Strona główna › Miasta › Filmy › Zwierzęta
Alfabetyczny indeks wrażeń z Rumunii
Jaka jest Rumunia? Na pewno nie taka jak wynikałoby to ze stereotypów. Drogi są generalnie lepsze niż się spodziewaliśmy, kierowcy… niestety nie. Krajobrazy piękne, niekiedy zaskakujące. Jest tego sporo. Stąd poniżej przedstawiamy nasz alfabet rumuński. I od razu zastrzegamy – może być nieco przekolorowany, ale tak to zapamiętaliśmy.
A - Autostrady i inne drogi
Autostrady zaskakują pozytywnie. Konieczna jednak winieta. Większość dróg, jest również wystarczająco dobra. Zdarzają się jednak naprawdę wąskie uliczki i… zakręty. Ale o nich – na końcu.
B – Budynki
Bez liku zachwycających zamków. I nie tylko. Z drugiej strony, wciąż istniejące miejskie podwórka z kurami, swojskim błotkiem. Sporo budynków po remoncie, inne w oczekiwaniu na niego, część – niestety – może nie doczekać…
C – Ciekawostki
Co jakiś czas coś zaskakuje. Czasem na plus, czasem... niekoniecznie. Zdecydowanie na plus księgarnie: w Braszowie natknęliśmy się na cztery nowoczesne, z dużym wyborem publikacji. Ciekawie prezentował się system przeciwpożarowy w jednym z kościołów opierający się na całej baterii gaśnic. W sklepach zaskoczyło nas sporo wyrobów mleczarskich z Polski. Szokujący, i to w tym mniej pozytywnym znaczeniu okazał się podjazd dla niepełnosprawnych w Syhocie zakończony barierką. A to nie koniec!
D – Drakula
Dramat…Drakula jest wszędzie. Jest na zamku, na którym możliwe, że gościł, i jest w takim, w którym jak się zapewnia odwiedzających, nigdy go nie było. Drakula jest na magnesach, koszulkach, długopisach, termometrach, zastawie stołowej a nawet deskach do krojenia… Do tego raczej rzadko kiedy jego wizerunek jest udany.
E – Elektryczność i inne instalacje
Ekstremalnie bywa. Instalacje elektryczne prowadzone głównie na słupach, dość luźno. Niekiedy niezabezpieczone skrzynki. Poziom instalacji gazowych jeszcze niższy. Dosłownie, bo spotkaliśmy prowadzone bezpośrednio na chodnikach.
F – Furmanki, motorynki i inne pojazdy
Faktem jest, że furmanki wciąż pojawiają się w miastach i na drogach przelotowych. Poza tym całe bogactwo pojazdów z Państwa Środka: motorynki, skutery, riksze – z napędem elektrycznym lub spalinowym. Czasem w stanie zbliżonym do instalacji (patrz: Elektryczność).
G – Góry
Generalnie wszędzie. Przynajmniej w Transylwanii i okolicach. Wysokie, imponujące szczyty, strome podjazdy i męczące niekiedy podejścia. Rekompensują to widoki i wrażenia. Te ostatnie doceniliśmy najbardziej, kiedy już nie byliśmy w górach.
H – Hollywood
Hollywood widocznie zainspirował również Rumunów. Wiele miejscowości jest ozdobionych ogromnymi literami z własnymi nazwami, co przywodzi na myśl słynny napis na hollywoodzkich wzgórzach.
I – Informacja turystyczna
Iiiiiii…. po co komu informacja? Przynajmniej z takiego założenia wyszedł Braszów, który zadbał o liczne znaki prowadzące do… zlikwidowanej placówki.
J – Język
Jakże się dogadać zapytacie? Jeśli znasz rumuński – bez problemów! Tyle, że wówczas nie będą Cię śmieszyć rumuńskie wyrazy o nieco odmiennym niż w Polsce znaczeniu: „dupa” czyli „do”, czy też „pierdut” – „zagubiony”. Ciekawie jest także kiedy w trakcie półgodzinnego zwiedzania jaskini wysłuchujesz całego wykładu w języku miejscowym czując się jak na tu…rumuńskim kazaniu. Można również posłużyć się angielskim, co na stacjach benzynowych sprowadzało się czasem do pytania pracownika „Full. Ok?” i naszej odpowiedzi „Ok”. Oczywiście w wielu miejscach, zwłaszcza w lokalach gastronomicznych, angielski jest na znacznie wyższym poziomie. Ale to nie zapisuje się już tak silnie w pamięci.
K – Kierowcy
Kkkkk...ierowcy to odrębny temat. Tak jakby nie obowiązywały żadne reguły. Ani prawne, ani wynikające ze zdrowego rozsądku. Ograniczenia prędkości nie są nawet sugestią, klakson i światła to podstawowa forma komunikacji z dziwolągami, którzy zwracają jakąś uwagę na znaki (a rumuńscy kierowcy lubią sobie wówczas „pogadać”). Zakręty – ścinamy, pod prąd – jeździmy, w poprzek też. A znak stop jest dla słabeuszy.
L – Lanie wody
Latem to zbawienie. Woda z poidełek dostępna jest dość powszechnie. Jest na tyle czysta, że nasze organizmy nie buntowały się. A my zaoszczędziliśmy na wodzie butelkowanej (patrz: Ceny).
M – Mieszkania
Mieszkaliśmy w mieszkaniach. Dosłownie, bo tylko raz spędziliśmy noc w pensjonacie. Większość była w niezłym standardzie, troszkę zawiódł nas tylko lokal w Syhocie Marmaroskim. Bardzo miło wspominamy pierwszy nocleg w Ocna Mures, gdzie zza bramy powitał nas głos brytana, a po jej otwarciu pojawiło się merdająca 4 kilo psiaka. Dobry standard, ogromna łazienka, choć pewnie coś można by jeszcze poprawić. Równie dobrze wspominamy nasz najdłuższy pobyt - w Braszowie. Starszy blok był dość czysty, a samo mieszkanie naprawdę dobrze wyposażone. Właściciel zadbał o informację o atrakcjach, wniósł z nami walizki, a kiedy kupiliśmy sól w sklepie…odkryliśmy, że wszystkie przyprawy mamy w kuchni. Własne miejsce parkingowe z pachołkiem przyczepionym łańcuchem do drzewa, było swoistym folklorem. Ale jakże użytecznym.
N – Niedźwiedzie
Naprawdę spore zaskoczenie. Niedźwiedzie są wszędzie. Co prawda na żywo widzieliśmy je tylko dwukrotnie, ale wszechobecne ostrzeżenia i ogrodzenia pod napięciem, dobitnie świadczą o potencjalnych zagrożeniach ze strony sympatycznych misiów.
O – Odpady
Od czego by tu zacząć…? Braszów i elektrycznie odsuwane otwory wlotowe do śmietników na chipa, za którymi kryły się standardowe kontenery. Ale ich otwarcie kosztowało nas sporo wysiłku i pogłębione obserwacje zachowań „tubylców”.
Uwagę naszą zwrócił również system kaucyjny, możliwe, że w związku z jego wprowadzaniem w Polsce. W Rumunii wydaje się działać bardzo sprawnie. Automaty przyjmują pojemniki, wydają bony, które zastępują w sklepach gotówkę. Może dzięki temu, nieczęsto zdarzało się natknąć na porzucone opakowanie.
P – Piwo i papierosy
Piwo to kolejne zaskoczenie. Rumunia nam się z nim nie kojarzyła. Tymczasem wybór piw rodzimej produkcji jest spory i „piwna” część naszej wycieczki doceniała ich walory smakowe. Ponieważ nie wszyscy byli jednak miłośnikami złocistego trunku, musieliśmy zrezygnować z zakupu imponujących, trzylitrowych butli, które były do nabycia w lokalnych sklepach spożywczych.
Zaskoczył nas wszechogarniający dym papierosowy - w przestrzeni publicznej bardzo rzadko pojawiają się zakazy palenia.
R – Roboty
Roboty drogowe oczywiście. Te potrafią zamienić godzinną drogę, w pół dnia stania w korku. Wykorzystują to sprzedawcy przekąsek przechadzający się wzdłuż drogi z koszyczkami przysmaków. Inne prace przy ulicach, blokują pieszym możliwość przemieszczania się. W ekstremalnych przypadkach, trzeba iść ruchliwą drogą lub trawersować murki. Zabezpieczenie albo oznakowanie robót drogowych jest dla słabeuszy. A praca drogowca wymaga silnego charakteru. (patrz: Zakręty).
S – Souveniry
Straszne. Zarówno straszne ilości, jak i straszna jakość. I to nie tylko z wizerunkiem Vlada Palownika (patrz: Drakula). Większość magnesów powinna skończyć nie na lodówce, a rozjechana walcem drogowym. Wiele z pozostałych pamiątek również. Z początku przypomniały nam się stoiska z naprawdę szkaradnymi upominkami z Zamku Moszna. Później jednak okazało się, że jest gorzej. Dużo gorzej. Właściwie gorsze wrażenie zrobili na nas tylko rumuńscy szoferzy (patrz: Kierowcy).
T – Toalety
Tak naprawdę, to nie najgorzej. Zaskoczyła nas czystość (pozytywnie), ale z drugiej strony konieczność wyrzucania papieru do odrębnych koszy w niektórych miejscach była uciążliwa.
U – Urlop, urok
Uwaga! My byliśmy w Rumunii na urlopie. Urok tego kraju i braki w tym uroku, oceniamy tylko z pozycji turystów, a nie badaczy zjawiska. Urlop był udany.
W – Windy
Większość działa, ale nie jest to większość absolutna. My natknęliśmy się na niesprawny dźwig w Sybinie, co skutkowało koniecznością wnoszenia bagażu na 4 piętro, a także w Braszowie. Niesprawna kolejka (to też jakaś winda) spowodowała konieczność forsownego marszu z góry (a pod górę też lekko nie było). Kolejna winda – w sympatycznym bloku w tym samym Braszowie (patrz: Mieszkania), była sprawna, ale specyficzna. Dowoziła nas na drugie piętro, ale była to podróż kapsułą czasu. Ręczne dociskanie drzwi wewnętrznych przez całą drogę, czy plastikowe przyciski pięter, przywodziły na myśl słabo konserwowane windy z PRL-owskich bloków.
Z- Zakręty
Zdecydowanie robią wrażenie. Zakręt na poziomie 90 stopni, to nie jest zakręt. Rumuński zakręt ma co najmniej 180 stopni. Do tego powinien być nachylony, tu wystarczy 60 stopni, co odpowiada ok. 17%. Słabe wyprofilowanie to norma. Na tym można byłoby poprzestać, gdyby nie szerokość jezdni (często są bardzo wąskie) i pobocza (czasem ich brak). Ale to nie oznacza, że nie zmieszczą się hydranty; najlepiej na samej drodze. Barierki ochronne są dla słabeuszy. A takich w Rumunii nie ma (patrz: Kierowcy).
A - Autostrady i inne drogi
B – Budynki
C – Ciekawostki
D – Drakula
E – Elektryczność i inne instalacje
F – Furmanki, motorynki i inne pojazdy
G – Góry
H – Hollywood
J – Język
N – Niedźwiedzie
P – Piwo
R – Roboty
S – Souveniry
W – Windy
Z- Zakręty
Do zobaczenia!
Komentarze
Brak komentarzy — ten może być pierwszy.