Braszów - miasto witające jak Hollywood
Braszów wita nas w hollywoodzkim stylu wielkim napisem BRASOV usytuowanym na zielonej górze Tampa. Miasto położone w dolinie, było w średniowieczu ważnym centrum wymiany między Półwyspem Bałkańskim a Mołdawią i Wołoszczyzną. Spłonęło niemal w całości w 1689 roku, a jego odbudowa trwała kilka dziesięcioleci. W pożarze ucierpiała także największa gotycka świątynia w Transylwanii, której fasada zmieniła kolor i od tej pory nazywana jest Czarnym Kościołem (Biserica Neagra) - choć obecnie tej czerni nie widać. W kościele tym obowiązuje całkowity zakaz fotografowania więc nie zobaczycie tu żadnego ujęcia z jego wnętrza.
Zwiedzanie Braszowa rozpoczęliśmy od deptaka, którym dotarliśmy do Rynku, a następnie słuchając swoich żołądków w poszukiwaniu dobrego jedzenia. Drugiego dnia z rana podjęliśmy wspinaczkę na górę Tampa i od razu po wejściu w linię lasu ujrzeliśmy ostrzeżenia o możliwości spotkania niedźwiedzi. Na szczęście żadnego nie spotkaliśmy, ale nasza nawigacja wybrała dla nas bardzo trudne podejście. Dotarliśmy do pierwszego punktu widokowego i to co zobaczyliśmy wynagrodziło nam trudny wspinaczki. Braszów z góry jest piękny, a do tego już rozpoznawaliśmy niektóre budynki jednocześnie planując co jeszcze możemy odwiedzić w ich okolicy. Drugim punktem widokowym jest już wspomniany na początku napis BRASOV, który można zobaczyć "od zaplecza". Zejście z Tampy także okazało się wyzwaniem gdyż właściwa trasa była zamknięta. Przekonaliśmy się o tym docierając na plac budowy przy kolejce linowej, którą mieliśmy zamiar dostać się na dół. Zagrodzone przejście z małą karteczką do niego przyczepioną i strzałką informującą, że ścieżka prowadzi w prawo. Stromo, z obsuwającymi się kamieniami, śliskimi korzeniami wystającymi z ziemi powoli przemieszczaliśmy się na dół. Kiedy dotarliśmy do pierwszych zabudowań odetchnęliśmy, że wracamy do równej drogi. Okazało się jednak, że to jeszcze nie koniec przygód gdyż dość stroma uliczka jest całkowicie zastawiona ciężarówką i musimy ją minąć zeskakując na poniżej znajdującą się ulicę. Wysokość nie była przerażająca ale świadomość, że zeskakujemy prosto na ulicę już tak. Szczęśliwie udało się w końcu dotrzeć do bezpiecznego chodnika i podążyć do historycznej części Braszowa na dalsze zwiedzanie.
Ciekawa jest Strada Sforii w dzielnicy Schei - uliczka pretendująca do najwęższej w Europie - ma ok. 130 cm szerokości. Przeszła kilka lat temu remont ale jej ściany ponownie są zapisane wyznaniami, podpisami, rysunkami...
Na jednym ze zdjęć dojrzycie wnętrze księgarni, których mamy wrażenie jest zdecydowanie więcej niż w naszych polskich miastach. A do tego są pięknie urządzone.
Oko przyciąga Brama Katarzyny - nasze pierwsze skojarzenie to brama z czołówki bajek Disneya. Zbudowana w 1559 roku brama miejska przetrwała w niezmienionym stanie do dziś.
Osobnym tematem jest jazda po Braszowie samochodem - uliczki wąskie, kręte, a miejscami stopień nachylenia dochodzi do 17%. w granicach jezdni natknąć się można na kosze na śmieci, latarnie, a nawet hydranty...
Polskie ślady w Braszowie:
Miejsce urodzenia Teodora Axentowicza - profesora i rektora Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie
Konsulat honorowy Rzeczpospolitej Polskiej
Dom, w którym w dniach 21-24 marca 1849 roku spał generał Józef Bem
W latach 1951 - 1961 Braszów nosił nazwę Orasul Stalin czyli... Stalinogród - jak swego czasu nasze Katowice.
Poza tym w Braszowie mieściła się najstarsza szkoła nauczająca w języku rumuńskim... Ale o tym i o innych ciekawostkach doczytajcie sami.
Komentarze
Brak komentarzy — ten może być pierwszy.