Zofiówka – gdy człowiek niszczy szybciej niż czas
Czas nie jest łaskawy dla budynków, ale w otwockiej „Zofiówce” ślady jakie zostawił jego upływ kryją się pod warstwą gruzu, pyłu, a przede wszystkim wszechobecnego graffiti. Nie ostała się chyba żadna szyba, ale czegóż od szyb oczekiwać, skoro poznikały drzwi, posadzki, fragmenty murów… Prawdziwe szaleństwo. I właśnie od niego zaczyna się historia tego miejsca – Zakładu dla Nerwowo i Psychicznie Chorych Żydów, zwanego Zofiówką od imienia swojej fundatorki Zofii Endelman. Kilkadziesiąt lat sukcesów i porażek szpitala zakończyła II wojna światowa. W 1942 r. zamordowano tu lub wywieziono do obozu koncentracyjnego ostatnich pensjonariuszy. Następnie mieścił się tu ośrodek Lebensborn, w którym rodzić miały się idealne aryjskie dzieci. Po wojnie, leczono tu gruźlicę, a potem znów powrócili na chwilę psychiatrzy. To co widać dziś to efekt wielu lat: starań fundatorów, pracy medyków, zaniedbań władz i dewastacji zwykłych ludzi.
Komentarze
Brak komentarzy — ten może być pierwszy.