Strona główna › Miasta › Zwierzęta
Sinaia - rumuńska Krynica
Ruszając z Braszowa w kierunku Sinaia mieliśmy spore obawy czy to był dobry pomysł - nawigacja informowała, że trasę niewiele dłuższą niż 50 km pokonać możemy w trochę ponad 2 godziny. To nie była bardzo kusząca perspektywa ale stwierdziliśmy, że zawsze można zawrócić (no może prawie zawsze wiedząc jakie drogi w Rumunii bywają ;)).
Po obejrzeniu pałaców Peles i Pelisor postanowiliśmy przespacerować się w poszukiwaniu kasyna z początku XX wieku, o którym przeczytaliśmy w Internecie. Dość szybko dotarliśmy na miejsce wchodząc do pięknego parku. Naszym oczom ukazał się nie tylko bardzo ładny budynek kasyna ale także wyłaniający się z zieleni kolejny kremowy kilkukondygnacyjny hotel. Dzięki pobliskiej tablicy informacyjnej dowiedzieliśmy się, że Sinaia poza byciem letnią rezydencją królewską stała się także kurortem uzdrowiskowym i wypoczynkowym. Z największą przyjemnością schowaliśmy się w cieniu wysokich drzew parkowych by odetchnąć i napić się wody. Napawaliśmy się także ciszą jaka w parku panowała. Niewiele osób spacerowało, niektórzy siedzieli na ocienionych ławkach i jak my cieszyli się z pięknego dnia. Przez park przeszliśmy do centrum Sinaia, a nasze oczy cieszyły kolejne budynki, które jednoznacznie nasuwały skojarzenia z Krynicą lub innym podobnym kurortem wypoczynkowym. Następnie skierowaliśmy się w stronę XVII - wiecznego monastyru Sinaia (jego nazwa pochodzi od biblijnej góry Synaj i dała nazwę całej miejscowości) natykając się na uroczą kawiarnię, w której można wypić kawę w towarzystwie... pluszowego misia, a nawet kilku. To klient decyduje czy zabiera misia do swojego stolika i wielu się na to decyduje. Dalszy spacer zaprowadził nas na niewielki Cmentarz Bohaterów gdzie pochowani są żołnierze rumuńscy i wojsk sprzymierzonych walczący w czasie I wojny światowej. Część grobów jest bezimienna, ale natknęliśmy się także na takie ze zdjęciami na porcelance. Nieopodal cmentarza wspięliśmy się po schodach widząc już zabudowania monastyru, ale dotarliśmy najpierw do.... klamerki czy też spinacza do bielizny. Zastanawialiśmy się czy to forma pomnika czy też ławeczki dla wchodzących, ale nie rozstrzygnęliśmy tego ostatecznie. Monastyr obejrzeliśmy tylko z zewnątrz i poszliśmy dalej, skręcając w parkową dróżkę, która doprowadziła nas do kramów, na których dostrzegliśmy magnesy z Nicolae Ceaucescu - jak widać i ten dyktator jak Lenin - wiecznie żywy. Na koniec naszej wizyty w Sinaia trafiliśmy na ciekawostkę tuż przy dworcu - Skodę Vos przerobioną na drezynę, w bardzo opłakanym stanie. A szkoda bo to pancerna limuzyna, która była wykorzystywana do 1949 roku przez minister spraw zagranicznych Rumunii Anę Pauker.
Komentarze
Brak komentarzy — ten może być pierwszy.